czwartek, 17 lipca 2014

Rotterdam

Drewna wystarczyło do samego rana.

Dzisiaj uwinąłem się szybko. Pobudka, prysznic w "centrum" plaży i droga do hotelu NLJob. Na miejscu nie zastałem nikogo, toteż samowolnie do kantyny się przemieściłem. Doładowałem netbooka, sprawłdziłem stan konta. Pozostałości z wczoraj otrzymanej paczki żywieniowej pochłonąłem. Kierunek autostrada A20. Kawałek. Tam stopa złapałem w niecałe 15 minut. W Rotterdamie byłem po kolejnych 20. Adres schroniska dla podróżnych ogarnąłem jeszcze w hotelu. Ulicę namierzyłem na mapie na tablicy informacyjnej. 15 minut drogi od miejsca gdzie Andre (kierowca) mnie wyrzucił.
Dymem cuchnąłem jak Smoke z Mortal Kombat.
Hostel młodzieżowo/podróżniczy. Przywitała mnie pocieszna recepcjonistka w okularach, formalności bla bla, bla. Koleś siedzący obok (się okazało, że tutejszy mechanik) po zobaczeniu mojego dowodu osobistego i usłyszeniu zamiarów podróżniczych, dał mi od ręki namiary do pracy. Jutro pralnia - zdałoby się cały plecak po prostu wrzucić.
Plecak powędrował do składu bagaży, kluczyk do szafki dostałem, łóżko mi wskazano. Sala wspólna... 48 osób w pokoju.


Później pojawiła się grupa młodych polaków, 3ech chłopa i dziewczyna. Bartosz (mistrz polski w pływaniu...), Paweł, Anka i "Ski Ter". Są w Holandii od jakiegoś czasu. Problem ze spaniem i pracą. Wczoraj nocleg ławkowy, przerwany przez policję. Oddałem im swój pół-namiot - mi się nie przyda przez najbliższe 7 dni, a później porządną jedynkę trza będzie demknąć.

Recepcjonistka dalej żongluje. Koleś brzdęka na gitarze, inni grają w szachy, piłkarzyki i ping-ponga. Hiszpanie przeważają, szkot rowerzysta mierzący w Turcję drzemie obok okularnicy pogrążonej w książce. Młodzieżowo, turystycznie.

Jutro lub pojutrze zaczynam pracę, coby doładować konto.