O
świcie wybrałem się po więcej drewna. Niedaleko zauważyłem
"Beach House". Wyglądał na opuszczony, ale nie był, bo w
składzie przy nim znalazłem drewno na opał. Silnie mnie to
ucieszyło. Problem z telepawkami stał się przeszłością.
Naniosłem go trochę do "obozu". Sąsiedzi się przebudzili i zajęli poranną toaletą i przygotowaniem do wymarszu. Zamieniliśmy dwa zdania i okazało się, że są w trakcie podróży na stopa, a ich kolejnym celem jest Rotterdam. Oddałem im swoją kartonową autostopiczową tabliczkę z nazwą mojego i ich kolejnego celu.
Później poranny prysznic w lodowatej wodzie w plażowym "centrum". Akurat dzisiaj, mimo wczesnej pory (przed 6:00) w centrum już jacyś rowerzyści, ludzie z psami... . Trudno – co robić? Jeden z rowerzystów w podeszłym wieku, ostrzegł mnie jedynie, że woda jest bardzo zimna...
Wymyty wróciłem w obóz. Ogarnięcie, przepakowanie, seria ćwiczeń i odespanie nocy. Później hamburger, za ostatnie 3,50 i uzupełnienie wody. Kąpiel w morzu, spacer po okolicy. Po 15:00 spakowawszy się ruszyłem w stronę miasta z nadzieją odnalezienia hotelu, gdzie miałem spotkać się z Martą i podjeść konkretniej. 15:30 byłem w centrum, wypytywałem o hotel NLJob, ale nikt nie był w stanie określić jego położenia. Widziałem kilka samochodów NLJob, ale nie zdołałem żadnego zatrzymać.
W biurze informacji, powiedziano mi, że to zupełnie w innym mieście. Dobrze, że jakiś koleś spoza biura wiedział, podprowadził mnie kawałek, wskazał palcem i oto faktycznie jest. Bardziej motel, niż hotel ale jest.
Marty jeszcze nie było, ale po rozmowie z recepcjonistą mogłem się zadomowić w kantynie. Podłączyłem netbooka i telefon, od mieszkańca hotelu uzyskałem hasło do sieci. Przepisałem notatki i założyłem bloga. Zjawiła się Marta (Pozdrowienia!), obskoczyliśmy markety. Później danie od "Turka" i nad przystań. Tam posililiśmy się i pogadaliśmy.
Wróciliśmy do hotelu. Ja do komputera, Marta przygotowania do wyjazdu na urlop. Pogadaliśmy jeszcze przy papierosie, koleżanka przygotowała mi wyprawkę, pożegnanie i powrót do "obozu". Ognisko płonie w najlepsze, księzyc wysoko na niebie, port rozświetlony jak choinka, morze szumi, a ja spisuje wydarzenia dzisiejszego dnia. Jutro Rotterdam.
Naniosłem go trochę do "obozu". Sąsiedzi się przebudzili i zajęli poranną toaletą i przygotowaniem do wymarszu. Zamieniliśmy dwa zdania i okazało się, że są w trakcie podróży na stopa, a ich kolejnym celem jest Rotterdam. Oddałem im swoją kartonową autostopiczową tabliczkę z nazwą mojego i ich kolejnego celu.
Później poranny prysznic w lodowatej wodzie w plażowym "centrum". Akurat dzisiaj, mimo wczesnej pory (przed 6:00) w centrum już jacyś rowerzyści, ludzie z psami... . Trudno – co robić? Jeden z rowerzystów w podeszłym wieku, ostrzegł mnie jedynie, że woda jest bardzo zimna...
Wymyty wróciłem w obóz. Ogarnięcie, przepakowanie, seria ćwiczeń i odespanie nocy. Później hamburger, za ostatnie 3,50 i uzupełnienie wody. Kąpiel w morzu, spacer po okolicy. Po 15:00 spakowawszy się ruszyłem w stronę miasta z nadzieją odnalezienia hotelu, gdzie miałem spotkać się z Martą i podjeść konkretniej. 15:30 byłem w centrum, wypytywałem o hotel NLJob, ale nikt nie był w stanie określić jego położenia. Widziałem kilka samochodów NLJob, ale nie zdołałem żadnego zatrzymać.
W biurze informacji, powiedziano mi, że to zupełnie w innym mieście. Dobrze, że jakiś koleś spoza biura wiedział, podprowadził mnie kawałek, wskazał palcem i oto faktycznie jest. Bardziej motel, niż hotel ale jest.
Marty jeszcze nie było, ale po rozmowie z recepcjonistą mogłem się zadomowić w kantynie. Podłączyłem netbooka i telefon, od mieszkańca hotelu uzyskałem hasło do sieci. Przepisałem notatki i założyłem bloga. Zjawiła się Marta (Pozdrowienia!), obskoczyliśmy markety. Później danie od "Turka" i nad przystań. Tam posililiśmy się i pogadaliśmy.
![]() |
| Ratowniczka żynościowa i medyczna przy okazji. Pozdrawiać! |
Wróciliśmy do hotelu. Ja do komputera, Marta przygotowania do wyjazdu na urlop. Pogadaliśmy jeszcze przy papierosie, koleżanka przygotowała mi wyprawkę, pożegnanie i powrót do "obozu". Ognisko płonie w najlepsze, księzyc wysoko na niebie, port rozświetlony jak choinka, morze szumi, a ja spisuje wydarzenia dzisiejszego dnia. Jutro Rotterdam.
